Łukasz Ropka 01.08.2026 – Ostry Szczyt

Wejście i zejście Żlebem Koziczinskiego i kominem Englisha.

Co tu działać na upały – północna ściana Ostrego pasuje jak ulał – zacieniona, żleb i komin przesuszony ostatnimi wysokimi temperaturami, a że od dawna siedział w głowie, poczułem, że to ten moment.

Sam Żleb Koziczinskiego to 0+, natomiast po odbiciu w komin Englisha prócz początkowych metrów, jest praktycznie cały czas II. Kusi sporo dobrych chwytów i stopni, ale trzeba bardzo uważać na kruszyznę i wybierać te trudniejsze, ale pewniejsze. Czujnych miejsc tu nie brakuje. Są progi, które w obejściach też trzymają trudności. Wyżej jest możliwość dołączyć do komina trawersem od Żlebu, czy jeszcze wyżej już od samej Przełęczy w Ostrym, też trawersem, ale patrząc na te warianty, to chyba dobrze, że od początku szedłem Englishem. Pod szczytem jest płyta z dwiema rysami. Wybieram tą lewą, wygląda lepiej, ale wyprowadza na niesamowitą lufę do podstawy ściany. Po przewspinaniu tego jestem praktycznie na szczycie. Spędzam tam z 1,5 h ciesząc się piękną panoramą, ale i rozkminiając zejście. Rozważam zjazd na siodełko Chmielowskiego, ale jednak schodzę to z powrotem do komina Englisha, tym razem tą drugą rysą i za chwilę jeszcze krótkim uskokiem. Po kilku czujnych lawirowaniach w Englishu znów dochodzę do miejsca z trawersem, ale w drugą stronę też się na niego nie zdecyduję. Został ostatni, najtrudniejszy próg do przejścia. Mogę to zjechać i znaleźć się już w łatwym terenie, ale haki wyglądają tu jakby pamiętały jeszcze Karola Englisha i spółkę. I tym razem bardziej ufam w swoje ręce i nogi, schodząc ten próg i mogę trochę odetchnąć – najgorsze za mną. Teraz już 0+ do podstawy ściany.


Podsumowując – mogę tylko dołączyć się do opinii o dużej powadze i trudnodostępności Ostrego Szczytu.