Szeroka Jaworzyńska

Pojechałem w Tatry na trzy dni, kompletnie nie wiedząc co będę robić ani z kim, jedyne co próbowałem bardziej organizować była wyprawa na Szeroką na niedzielę.
Miałem informację że tam noc wcześniej planuje przespać „kobieca wyprawa na Broad Peak” – więc wizja połączenia wyjścia po przetorowanych śladach i przyjemnego spotkania się na szczycie zachęcała. Pracownie ten zespól nazwałem i „Fox Force Five” (według filmu Pulp Fiction – naprawdę to jest w polskim „Pieszczota Pięciu Pięści” ?!).
Do tego w rejonie samodzielnie planował działać jeden z bardziej znanych anarchistów z grupy. Szeroka więc miała w niedzielę potencjał konkurować szczytom WKT jako jedno z centrów grupowego życia.
Na rozgrzewkę w sobotę się zdecydowałem na bardzo łatwy spacer po polskich Zachodnich. Dostałem się ostatecznie tylko do Wąwozu Między Ściany i do Doliny Lejowej. Wystartowałem późno, po drodzę się spotkałem z koleżankami z grupy. Po pożegnaniu się z nimi, dalsza motywacja do solo marszu była bardzo mała. Warunki i tak nie były dobre, nic nie było widać, spadło dość nowego śniegu, puchu, co niestety zagrażało i dalsze plany.
Późnym wieczorem się ze mną skontaktował Can Cer , mówił coś o mokrych spodniach i że jest w Zielonej Jaworowej. Wiec wyglądało że u niego względnie nuda – sobota jak każda inna. Kobieca wyprawa, w trochę innym składzie niż planowanym – bez „matki przełożonej” (Wioletta Daczkowska , wybacz) , która wybrała mój zespól – milczała, zastanawiałem się gdzie są, czy nie pomylili doliny albo czy nasza niedzielna wyprawa nie będzie i wyprawą ratunkową. Spakowałem dużo ogrzewaczy.
Na drugi dzień ruszamy z Jaworzyny o 6.00 w trochę nostalgicznym składzie (Dzięki Waldek Chrapek za spotkanie po długim czasie i dzięki Zbigniew Folwarski że jednak dołączyłeś, byliśmy twoim drugim wyborem , ale wierze że było prawie tak ciekawo jak było by na Krywaniu).
Już od początku czułem, że mam po górskiej przerwie marną formę. Za naszymi sportowymi liderami nie nadążałem ani na płaskim terenie, już w ogóle nie mówiąc o poza szlakowych odcinkach (90 % trasy). Zbigniew Folwarski i Waldek Chrapek kompletnie cały czas prowadzili w torowaniu, bez nich nie było by nijakiego szczytowania. Ale ciężko było maszerować i na końcu zespołu, nawet po przejściu całej ekipy się nadal zapadało w śniegu głęboko. Godziny mijali, metry wysokości przybywali bardzo powoli, ale wbrew temu nadal nie zrezygnowaliśmy. Jeszcze pójdziemy, jeszcze może 100 metrów pod górkę, jeszcze godzinę i na pewno się i tak wycofamy…
Ale nie. Wszystkie momenty bezpiecznego odwrotu już były za nami, kiedy po ponad 8 godzinach torowania stanęliśmy na szczycie. Na szczęście pogoda była idealna i bez wiatru. Prawie sobie odmroziłem stopy, dziękuje Zbigniew Folwarski jeszcze raz za suche skarpety, bardzo pomogły, miałbym bez nich duże problemy, kiedy jedną stopę już nie czułem wyjmując ja na szczycie z buta. Uratowałeś mnie.
Zejście , wbrew zapadaniu się , już udało się zrobić w normalnym czasie, wiec koło 19.00 byliśmy z powrotem przy samochodach.
Po drodzę co jakiś czas do mnie wydzwaniał Can Cer , na końcu już szczerze rozumiałem dlaczego się kiedyś Berbece nie za bardzo chciało podczas wyprawy rozmawiać z Wielickim. Chyba do niego po prostu dzwonił za często. Wiadomości były pozytywne, przeżył noc i głównie spotkał się i z kobiecą wyprawą. Wszyscy bezpieczne wrócili, wszyscy biwakowały w Zielonej Jaworowej (w obozie bazowym i w bazie wysuniętej)
W poniedziałek w odmienionym składzie (polowa z niego wzięła urlop na żądanie) wybraliśmy się na spacer na Kozi Kamień. Górka, o której był nie dawno post i można potwierdzić, rzeczywiście warto się tam wybrać za widokami, wierzchołek zachęca na zimowy biwak.

Ładne, widokowe zdjęcia z wyprawy tu już były, wstawiam kilka swoich