31.05.24 (WHP 2114 jak się później okaże)
Długi weekend majowo-czerwcowy zapowiadał się deszczowo i ciężko było ułożyć jakiś sensowny plan na te dni, gdyż prognozy były nieco rozbieżne jeżeli chodzi o godzinę nadejścia opadów w poszczególnych dniach, ale zgodne co do tego, że na pewno te opady się pojawią.
Początkowo celem miała być Dolina Kacza i kolebing, ale w trakcie podejścia Doliną Białej Wody nastąpiła modyfikacja planu i tak trafiliśmy w piątek po noclegu nad Litworowym Żlebem do Doliny Rówienek.
Pamiętałem rozmowę z Ondrej Sádovský podczas wizyty w Rówienkach na której weszliśmy w nieco większym forumowym gronie na Turnie nad Polaną w równie deszczowej aurze. Tyczyła się ona połączenia Doliny Rówienek z Doliną Świstową i wariantu opisywanego przez Paryskiego, „którego chyba nikt nigdy nie znalazł i nie przeszedł”. Przez ostatnie kilkanaście miesięcy, rzadko kiedy „psułem” sobie tatrzańskie wycieczki analizowaniem opisów i schematów przejść, bo w większości działałem solo, więc chodziłem bardziej na czuja i jak puszcza, unikając większych (max II/III) trudności.
Tak też było tym razem, decyzja o odwiedzeniu Rówienek zupełnie spontaniczna, ale jak już tu się znalazłem postanowiłem sprawdzić tego mojego „czuja”. Idąc Łapszańskimi Ogrodami wybrałem kilka opcji, które pozwoliłyby dostać się na Świstową Grań od strony Rówieniek mniej lub bardziej wspinaczkowo. Plan zakładał jednak dojście do Skrajnych Rówienek nad Wyżnią Rówienkową Siklawę i Rówienkowe Stawki, więc rozważaliśmy ewntulany powrót do upatrzonych wcześniej opcji. Już przy Siklawie rzuciło mi się w oczy zbocze opadające z okolic Świstowego Rogu, gdyż wyglądało na najbardziej przystępną opcję niewspinaczkową na dostania się na grań.
Po krótkim popasie nad Stawem ruszyliśmy sprawdzić czy faktycznie puści. Na początku podejścia pod niewielką grzędę/kazalniczkę mieliśmy do trawersu wąski zaśnieżony żlebik zwieńczony kominem w jego wyższej części. Założyliśmy raczki, wyjęliśmy czekany i związaliśmy się liną, bo wiosenne śniegi nie należą do przyjemnych, a było gdzie polecieć z raczej twardym lądowaniem. Po przekroczeniu żlebka mamy do pokonania chyba najbardziej strome trawki w całym podejściu, ale mając na nogach raczki i czekan do pomocy nie stanowiły one większego problemu. Na kazalnicze trafiliśmy na ślady najprawdopodobniej koziej perci, którą kierujemy się wyżej również trawiastym terenem w stronę charakterystycznego, pochylonego w prawo zęba skalnego. Wyżej mamy kilka trawiasto skalnych progów, na których również przydaje się czekan, ale szczerze powiedziawszy idziemy trochę na azymut, nie bardzo zagłębiając się w szukanie najłatwiejszych wariantów, bo teren ogólnie wydaje nam się prosty. Pewnie znalazłby się łatwiejszy wariant, ale nie mamy zbyt wiele czasu aby go szukać, gdyż od południa nad Świstowym Szczytem zaczynają się już kłębić ciemne chmury. Końcówka podejścia to również strome, mokre trawki, więc do samego końca nie ściągamy raczków i po około1,5 h jesteśmy na Świstowej Grani, a dokładniej na Przełęczy pod Świstowym Rogiem.
Tam po sprawdzeniu prognozy i radarów pogodowych pozostaje nam odwrót do Świstowej drogą pod granią Świstwego Rogu od strony Rówienek, którą znamy już z podejścia po październikowym, kolebowym spotkaniu nad Litworowym Stawem.
Dzisiaj sprawdziłem co faktycznie pisze o tym Paryski i jak się okazuje popełniliśmy drogę/wariant o numerze 2114 zupełnie nie znając jego opisu, czyli „czuj” działa nadal
Jak dla mnie trudności 0++, może na siłę można by dać I za jedno podciągnięcie się na czekanie, ale tak jak mówiłem pewnie dałoby się obejść to miejsce. Większość przejścia w terenie trawkowym.
W galerii kilka zdjęć przejścia standardowo bez kresek żeby nie zabijać ducha eksploracji „w ciemno” Dla chętnych coś tam nabazgram jak będzie taka konieczność i ktoś faktycznie będzie rozważał taką opcję przejścia między tymi Dolinami.









